Zwycięstwo na dobry początek

W inauguracyjnym spotkaniu rundy wiosennej przebudowany Piast Żerniki okazał się lepszy od równie mocno przebudowanego zespołu MKP Wołów. W meczowej osiemnastce Piasta zabrakło kontuzjowanych Piotra Tylki, Jakuba Myki oraz Bartosza Szlugi. Trener Grabowski nie mógł też w sobotnim spotkaniu skorzystać z usług nowo pozyskanego ze Stali Sanok stopera Dawida Gąsiora, który w pierwszym meczu wiosny pauzować musiał za nadmiar żółtych kartek.
Mimo tych ubytków do protokołu meczowego po stronie Piasta wpisany został komplet osiemnastu zawodników, a na boisko wybiegła niemal identyczna jedenastka, jak ta, która przed tygodniem pokonała w towarzyskim meczu Sokoła Wielka Lipa. Jedyną zmianą jakiej świadkami byli licznie zgromadzeni na trybunach wrocławskiego stadionu kibice była obecność Roberta Pikulickiego w miejsce wspomnianego wcześniej Myki.
Goście, mimo iż tracili do Piasta po rundzie jesiennej aż sześć punktów, przyjechali do Wrocławia z założeniem walki o pełną pulę. To jednak żółto – czarni od samego początku stwarzali groźniejsze sytuacje i byli bliżsi otwarcia wyniku spotkania.
Już w 4 minucie bardzo aktywny na lewym skrzydle Taranek dośrodkował piłkę na dalszy słupek, gdzie akcję starał się zamykać Michał Szewczyk. Strzał skrzydłowego Piasta nie sprawił jednak większych kłopotów golkiperowi z Wołowa, Maciej Szaciłło.
Dwie minuty później z 20 metrów potężnie huknął Czerwiński. Piłka poszybowała jednak nad poprzeczką bramki gości. Piłkarze z Wołowa spróbowali odgryźć się również strzałem z dystansu. Próba pomocnika niebiesko – białych pozostawiła jednak wiele do życzenia.
W 12 minucie nastąpiła akcja, która, jak się okazało, miała znaczny wpływ na przebieg całego spotkania. Maciej Kowalczyk, w swoim stylu, wykorzystał zawahanie obrońcy gości i pozwolił się sfaulować. Sędzia nie miał wyjścia i podyktował rzut karny dla gospodarzy. Sam poszkodowany okazał się bezbłędnym egzekutorem jedenastki i od 13 minuty zespół z Żernik prowadził 1:0.
Jeżeli utrata bramki podrażniła przyjezdnych, ich reakcję na wydarzenia boiskowe można określić jako bierną. To Piast w dalszym ciągu dyktował na boisku warunki i mimo iż Wołów posiada w swoim składzie kilku bardzo utalentowanych piłkarzy, goście nie mieli w pierwszej połowie zbyt wiele do powiedzenia. Znakomicie spisywała się bowiem linia defensywna Wrocławian. Adam Samiec wraz Arturem Łuczkiewiczem idealnie zabezpieczali środek boiska, a Taranek i Bąkowski nie tylko grali bezbłędnie na bokach, ale też bardzo często angażowali się w ofensywne akcje swojego zespołu. Aktywnie w środku grał Pikulicki, a Kowalczyk najczęściej przejmował na siebie ciężar gry.
Również linia ofensywna zespołu z Osinieckiej w pierwszych 45 minutach wydawała się o wiele bardziej aktywna od swoich visa vis z Wołowa. Czerwiński dwoił się i troił, a Szewczyk z Napieralskim sprawiali na skrzydłach wiele problemów obrońcom MKP.
W 15 minucie po stałym fragmencie gry piłka trafiła na głowę Adama Samca. Strzał kapitana zespołu Piasta został jednak zablokowany przez jednego z obrońców. Kilka minut później Piast powinien podwyższyć prowadzenie. Pikulicki idealnym podaniem obsłużył Taranka, a młody wychowanek Śląska dograł płaską piłkę w pole karne Wołowa. W okolicach jedenastego metra do futbolówki dopadł Szewczyk i huknął bez zastanowienia na bramkę gości. Niestety jego strzał, mimo że mocny, okazał się niecelny.
Trzy minuty później ponownie o sobie dała znać para Taranek – Szewczyk. Ten pierwszy po raz kolejny na skrzydle ograł swojego rywala i ponownie zgrał piłkę wzdłuż pola karnego. Do futbolówki ruszyli jednocześnie Szewczyk i bramkarz MKP. Skrzydłowy Piast okazał się szybszy, a Szaciłło w rozpędzie powalił zawodnika w żółtej koszulce. Słysząc gwizdek sędziego wrocławscy kibice wydali z siebie okrzyk radości. Okazał się on jednak przedwczesny. Bardzo słabo sędziujący sobotnie zawody arbiter główny dopatrzył się kuriozalnie faulu po stronie Szewczyka.
Kontrowersyjna sytuacja spowodowała, że w poczynania obu ekip wdarło się sporo nerwów. Mecz się zaostrzył, a piłkarze zaczęli uganiać się za kośćmi swoich rywali. Między 28, a 33 minutą gwizdek sędziego praktycznie nie milknął. Najczęściej faulowanym piłkarzem był oczywiście Maciej Kowalczyk, a sędzia okazał się bardzo pobłażliwy dla faulujących go nieustannie przeciwników.
W ostatnim kwadransie pierwszej połowy piłkarze zaczęli ponownie grać w piłkę. Najwyraźniej przebudzili się zawodnicy ofensywni Wołowa. Kilkukrotnie po prawej stronie boiska obrońcom Piasta urwał się wyśmienity napastnik ukraińskiego pochodzenia Ihor Nahornyi. Jego dośrodkowania nie przyniosły jednak gościom pożądanego efektu. W 34 minucie bowiem jego kolega Tymur Pohranichnyi posłał piłkę Panu Bogu w okno, a dwie minuty później w bliźniaczej sytuacji padł strzał, który z łatwością wyłapał niemal bezrobotny do przerwy Guździoł.
W 40 minucie ponownie składną akcją popisali się gospodarze. Kowalczyk puścił w bój Szewczyka, ten zakręcił jednym z obrońców i wyłożył piłkę Czerwińskiemu. Młody napastnik Piasta nie może się jednak jeszcze dobrze wstrzelić w bramkę rywali. Tym razem po jego próbie piłka ponownie poszybowała ponad bramką MKP. To nie był koniec emocji w pierwszej połowie. W jednej z ostatnich akcji Jakub Mikuś wysokim lobem posłał piłkę w pole karne Wołowa. Do głowy najwyżej wyskoczył Napieralski lecz po jego strzale futbolówka minęła tuż obok słupka bramkę MKP.
Do końca pierwszej połowy wynik nie uległ zmianie i oba zespoły udały się do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu gospodarzy.
W przerwie spotkania trener gości Artur Nahajło musiał mocno wpłynąć na mentalność swoich zawodników ponieważ MKP w drugiej odsłonie zagrało o wiele lepiej. Jako że Piast nie chciał jednak gościom łatwo oddać pola, na boisku trwała zażarta walka o każdy metr. W 55 minucie gospodarze bliscy byli podwyższenia prowadzenia. Po składnej akcji całego zespołu piłka trafiła do Pikulickiego, który dokładnym dośrodkowaniem obsłużył Michała Szewczyka. Niewysoki skrzydłowy zdołał oddać chytry strzał na bramkę Wołowa, po którym piłka o milimetry minęła poprzeczkę bramki gości.
Przyjezdni odpowiedzieli na akcję Piasta niemal natychmiastowo. Po szybkiej kontrze do niezłej sytuacji strzeleckiej doszedł jeden z pomocników MKP. Bartłomiej Guździoł nie dał się jednak zaskoczyć i bez trudu wyłapał futbolówkę. Akcja z 57 minuty okazała się jednak zapowiedzią lepszego okresu gry zespołu z Wołowa. W 60 minucie goście wykonywali rzut wolny z odległości 22 metrów. Mocny strzał minął o centymetry bramkę Piasta. W kolejnych minutach zaznaczyła się wyraźna przewaga MKP. Gospodarze pozwolili zepchnąć się do defensywy, a Wołów operował coraz odważniej piłką na połowie rywala. Na szczęście akcje przyjezdnych nieustannie rozbijane były przez obrońców z Wrocławia najdalej w okolicach szesnastego metra przed bramką Guździoła.
Ataki Wołowa większą ilością zawodników otworzyły natomiast piłkarzom Grabowskiego szanse na kontrataki. W 75 minucie po przebojowej akcji Kacpra Korkosza piłka trafiła do Kowalczyka. Doświadczony napastnik Piasta uderzał w pierwsze tempo z dosyć bliskiej odległości, jednak nie trafił czysto w piłkę, i ta minimalnie minęła bramkę MKP.
Do ostatniej minuty sytuacja na boisku wyglądała identycznie. Piłkarze z Wołowa mozolnie konstruowali akcje pozycyjne, które rozbijane były przez obrońców Piasta, gospodarze natomiast co rusz próbowali skontrować rywala i zakończyć emocje w inauguracyjnym meczu. Bardzo aktywny w atakach Piasta okazał się wprowadzony na boisko w drugiej połowie Grzegorz Nowicki. Nominalny obrońca wcielił się w rolą napastnika i nękał rywali raz po raz szybkimi rajdami po prawej stronie boiska.
Wreszcie nadeszła 85 minuta meczu. Maciej Kowalczyk otrzymał dokładną piłkę z głębi pola, po której znalazł się oko w oko z bramkarzem gości. Stary lis nie zwykł marnować takich okazji i lekką podcinką po raz drugi pokonał golkipera MPK.
Wydawało się, że druga bramka „zabije” mecz. Nic podobnego. Ambitni Wołowianie przycisnęli jeszcze bardziej, a błąd w środku pola Damiana Głębokiego otworzył szanse gościom na kontaktowego gola. Wprowadzony kilka minut wcześniej na plac gry, król strzelców IV ligi z ubiegłego sezonu Kamil Ramiączek otrzymał prostopadłe podanie z głębi pola i w sytuacji sam na sam z Guździołem nie zawiódł.
Sędzia zawodów doliczył do regulaminowego czasu gry cztery minuty i były to bardzo długie minuty dla kibiców Piasta. Zespół kierowany przez Adama Samca cofnął się na własne pole karne stwarzając tym samym gościom szansę na doprowadzenie do remisu. I rzeczywiści, błąd taktyczny o mały włos nie zakończył się katastrofą. W polu karnym Guździoła kilka razy zakotłowało się, a raz tylko wyjątkowo ofiarna interwencja Łuczkiewicza uchroniła zespół Grabowskiego przed utratą dwóch punktów.
Po dramatycznej końcówce Piast dowiózł jednak prowadzenie do ostatniego gwizdka sędziego. Trzeba natomiast przyznać, że zespół z Wołowa pokazał charakter i bardzo duży potencjał, który zapewne jeszcze niejednokrotnie zaskoczy wyżej notowanego rywala.
Zwycięstwo Piasta stało się jednak faktem. Wrocławianie, szczególnie w pierwszej połowie udowodnili, że nowo zbudowany zespół, jest silniejszy niż podczas jesiennych zmagań i kibice z Osinieckiej mogą z optymizmem patrzyć w przyszłość.
Pomimo że drużyny, które gonią Wrocławian również wygrywały. Polonia Trzebnica rozbiła na inaugurację rundy wiosennej Nysę Kłodzka aż 6:1, a Wiwa Goszcz ograło Unię Bardo 2:1. Swój pierwszy w tym roku mecz ligowy przegrała natomiast młoda ekipa ze Świdnicy i w konsekwencji zamieniła się z Piastem miejscami w tabeli. Pogromcą Polonii okazała się Bielawianka Bielawa, z którą Piast miał zmierzyć się przed tygodniem.
W beznadziejnej sytuacji znalazł się natomiast najbliższy rywal Piasta, Pogoń Oleśnica. Zespół, który w pierwszej rundzie zdobył zaledwie pięć punktów i tym razem nie zwiększył swojego dorobku. Podopieczni Zbigniewa Mandziejewicza prowadzili, co prawda, w Marcinkowicach przez większą część spotkania, jednak ostatecznie to zespół prowadzony przez Marcina Krzykowskiego tryumfował i już tylko cud mógłby sprawić, że Pogoń utrzyma się w IV lidze.
Za tydzień, w Wielką Sobotę Piast pojedzie właśnie do Oleśnicy, gdzie o godz. 15.00 powalczy o kolejne ligowe punkty.