Trzecia porażka z rzędu Piasta. Ambicja nie wystarczyła

Niestety Piast po raz trzeci z rzędu schodzi z boiska pokonany. Tym razem porażka jest tym bardziej bolesna, że odniesiona została przed własną publicznością. To pierwszy przegrany mecz Piasta na Żernikach od ponad pół roku. Mimo jednak przegranego spotkania młodzi piłkarze Piasta zasługują na słowa uznania, ponieważ do ostatnich minut sobotniego meczu walczyli ambitnie o korzystny wynik.
Faworytem sobotniego pojedynku był Sokół Marcinkowice, choć to, że goście rozgrywali w ciągu ostatniego miesiąca spotkania ligowe i pucharowe praktycznie co trzy dni, otwierało przed podopiecznymi trenera Grabowskiego dodatkową szansę. Sobotni mecz rozgrywany był w samo południe i wydawało się, że upalna pogoda powinna dostarczyć młodym piłkarzom z Żernik dodatkowych atutów.
I rzeczywiście. Od pierwszych minut piłkarze Piasta wyglądali dużo świeżej od swoich rywali. Czerwiński, Szewczyk i spółka wydawali się szybsi, agresywniejsi i bardziej zmotywowani, aby sięgnąć po zwycięstwo. Sokół starał się długo rozgrywać piłkę, oszczędzając od pierwszych minut wyraźnie nadwątlone kwietniowo - majową kampanią siły. Kilkakrotnie jednak zarówno Mateusz Czerwiński, jak i Michał Szewczyk urwali się rywalom i popędzili na bramkę Sokoła. Niestety w początkowych fragmentach gry pod bramką gości zabrakło wykończenia.
Kiedy wydawało się, że mecz układa się według założeń trenerów z Osinieckiej, nastąpił moment, który jak się później okazało, miał kluczowe znaczenie na końcowy wynik spotkania. W 28 minucie po błędzie Adama Napieralskiego goście wyszli z szybką kontrą, po której Artur Łuczkiewicz ratował sytuację faulując wychodzącego na pozycję sam na sam z Pitkiem Rafała Rybińskiego. Sędzia z Jeleniej Góry nie zawahał się ukarać stopera Piasta w najbardziej ostateczny sposób wyrzucając młodego wychowanka Śląska Wrocław z boiska.
Rzut wolny z okolic szesnastego metra nie przyniósł gościom powodzenia, ale stało się jasnym, że w niemalże letniej aurze, piłkarzom Piasta w dziesiątkę będzie szalenie ciężko dotrzymać piłkarzom Sokoła kroku. Być może mecz ułożyłby się inaczej, gdyby w 32 minucie Szewczyk wykorzystał wspaniałe podanie piętą Roberta Pikulickiego, po którym stanął on oko w oko z bramkarzem z Marcinkowic. Niestety piłka po strzale skrzydłowego z Żernik minęła prawy słupek bramki gości.
Zamiast prowadzenia gospodarzy to Sokół otworzył wynik spotkania. W 37 minucie meczu Kuba Myka podał niefortunnie piłkę do Rokickiego. Napastnik z Marcinkowic ku swojemu zaskoczeniu znalazł się w sytuacji sam na sam z młodziutkim Mateuszem Pitkiem i sytuacji tej nie zmarnował.
Obie drużyny schodziły więc do szatni przy jednobramkowym prowadzeniu Sokoła.
Ku uciesze ponownie licznie zgromadzonej na trybunach publiczności, piłkarze Piasta wybiegli na drugą połowę mocno zmotywowani i przekonani o możliwości przechylenia szali zwycięstwa na własną korzyść. Mimo gry w dziesiątkę Piast stwarzał kolejne sytuacje i wreszcie w 62 minucie po faulu w polu karnym na Adamie Napieralskim arbiter z Jeleniej Góry podyktował dla Piasta rzut karny. Bezbłędnym egzekutorem jedenastki okazał się Maciej Kowalczyk i kibice Piasta uwierzyli, że Twierdza Wrocław zostanie niezdobyta.
Niestety po strzelonej bramce nastąpił kwadrans słabszej gry Piasta. Goście podrażnieni utratą gola ruszyli do ataku. Wkrótce gra przeniosła się pod pole karne Piasta i tam przez dłuższy kwadrans piłkarze obu zespołów toczyli bardzo zacięte pojedynki. Bardzo często zawodnicy przekraczali jednak przepisy i arbiter główny co rusz sięgał do kieszeni pokazując, głównie piłkarzom z Marcinkowic, sporą ilość żółtych kartek.
A jednak to faul Wrocławian miał kluczowe znaczenie dla dalszych losów meczu. W 69 minucie goście wykonywali rzut wolny z odległości 30 metrów od bramki Pitka. Wobec braku w polu karnym Łuczkiewicza, czy Samca, goście mieli ułatwione zadanie. W konsekwencji po bardzo dokładnym dośrodkowaniu Jakub Kulej głową wyprowadził swój zespół na ponowne prowadzenie. Kiedy cztery minuty później po przepięknej zespołowej akcji Sokoła Rybiński podwyższył na 3:1 wydawało się, że losy spotkania zostały przesądzone.
A jednak młody zespół Piasta nie poddał się i po raz kolejny pokazał charakter. W 81 minucie siły na boisku wyrównały się. Czerwoną kartką ukarany został Żarski i Piast przystąpił do frontalnych ataków. W 84 minucie Kowalczyk po ślicznej akcji Miłosza Taranka głową zdobył kontaktowego gola. Trybuny znów ożyły, a na ławce rezerwowej gości zaczęła się wojna nerwów. Trener Sokoła Marcin Krzykowski nie zgadzał się z kolejnymi decyzjami sędziego do tego stopnia, że arbiter wysłał go w końcu na trybuny. Gra zaostrzyła się jeszcze bardziej. Co chwilę na boisku leżeli zawodnicy jednej, lub drugiej drużyny, a sędzia nie chował właściwie do kieszeni żółtego kartonika.
Piast był bliski doprowadzenia do wyrównania. Najpierw w sytuacji trzech na jednego Damian Głęboki wybrał złe rozwiązanie, chwilę potem po dośrodkowaniu Kowalczyka Skowroński nie sięgnął piłki, a na końcu Tylka nieczysto trafił w futbolówkę, która o metr minęła prawy słupek bramki gości.
Ostatecznie Sokół przetrwał napór gospodarzy i to piłkarze z Marcinkowic cieszyli się po ostatnim gwizdku sędziego ze zwycięstwa.
Piast przegrał więc trzeci mecz z rzędu, jednak sytuacja w tabeli układa się w taki sposób, że na pięć kolejek przed końcem sezonu Wrocławianie wyprzedzają strefę spadkową o 9 punktów. Przed piłkarzami z Żernik jednak dwa bardzo trudne wyjazdy do Barda i Świdnicy. Ani Unia, ani Polonia nie są jeszcze pewne utrzymania i mecze z nimi będą z gatunku tych o sześć punktów. Niestety kłopoty kadrowe sprawiają, że w żadnym z tych spotkań Piast nie będzie występował w roli faworyta. Wierzymy jednak głęboko, że młodzi piłkarze z Wrocławia staną na wysokości zadania i już w najbliższą sobotę przerwą niekorzystną passe i przywiozą z Barda Śląskiego punkty.