Porażka z Orłem, Piast walczy dalej!

Porażka z Orłem, Piast walczy dalej!!!

Na tarczy wraca wrocławski Piast z Ząbkowic Śląskich. Niestety porażka z Orłem nie jest jedynym zmartwieniem trenera Grabowskiego. Sobotnie spotkanie okupione zostało wieloma kontuzjami, które w obliczu walki na dwóch frontach, stają się dla żernickiego klubu poważnym problemem.

Już do Ząbkowic Śląskich Piast jechał w zaledwie szesnastoosobowym składzie. Z różnych przyczyn trener wrocławskiej drużyny tego dnia nie mógł skorzystać z usług chociażby Ludwiczaka, Nowickiego, Barańskiego, czy Tylki. Ten ostatni dojechał ostatecznie na mecz, jednak grubo po pierwszym gwizdku, Żeby tego było mało, na przedmeczowej rozgrzewce Tomaszowi Kosztowniakowi odnowił się uraz z początku sezonu. Awizowany w pierwszej jedenastce popularny "Solo" musiał udać się pod prysznic, zanim jeszcze zdążył się dobrze spocić.

Wobec nieobecności Tylki i kontuzji Kosztowniaka trener Grabowski zmuszony został do szybkiej reakcji. W wyjściowej jedenastce pojawił się "na szpicy" nominalny prawy obrońca Piasta Konrad Makar. Sytuację, i tak już mocno skomplikowaną, pokrzyżowała jeszcze bardziej kontuzja Kuby Myki. Jako, że również Bartosz Szluga okazał się niezdolny tego dnia do gry, w 19 minucie na boisku zameldował się Taras Fetkovych, a na ławce rezerwowej pozostał jedynie rezerwowy bramkarz Piasta Bartek Guździoł. Zacznijmy jednak od początku.

Pierwsze minuty meczu w Ząbkowicach Śląskich należały do gospodarzy, którzy zaczęli zawody bardzo agresywnie i od samego początku zepchnęli gości do głębokiej defensywy. W poczynaniach piłkarzy Piasta widać było nerwowość, którą potęgowały często brutalne interwencje miejscowych piłkarzy.

W 12 minucie Orzeł zdobył bramkę, która ustawiła całe spotkanie. Po dosyć przypadkowej akcji jeden z piłkarzy Orła dograł piętą piłkę do Roberta Herdego, a ten strzałem z najbliżej odległości pokonał Piotra Wojciechowskiego.

Szybko stracona bramka podziałała pobudzająco na Wrocławian, którzy przejęli inicjatywę w środkowej części boiska i przesunęli grę na połowę gospodarzy. Orzeł grał jednak wciąż bardzo agresywnie, a goście nie potrafili podjąć walki "wręcz" z zawodnikami trenera Masłowskiego. Niemniej jednak pomiędzy 21 a 39 minutą Piast powinien doprowadzić przynajmniej do wyrównania. Niestety, za każdym razem zawodziło ostatnie dogranie. Najlepszą sytuację do wyrównania miał Michał Szewczyk, który po wspaniałej akcji Magusiaka i Korkosza trafił prosto w słupek.

Mimo przewagi w posiadaniu piłki Piasta, to gospodarze wydawali się zespołem bardziej zdeterminowanym. Piłkarze Orła grali bardziej ofiarnie i walczyli o każdy centymetr boiska. Gra piłkarzy Grabowskiego bardziej przywodziła na myśl towarzyskie gry, które zespół prowadził przez sezonem. Być może na postawę Wrocławian wpływ miał fakt, że bardzo słabo sędziujący zawody arbiter z Głogowa pozwalał w pierwszej połowie na bardzo ostre zagrania piłkarzom obu zespołów. Nie może to jednak stanowić usprawiedliwienia dla piłkarzy, którzy marzą o dobrym wyniku, na ciężkim terenie. Słabsza kość pęka. Tego dnia "pękały" kości Wrocławian. Kuba Myka nie był jedyną ofiarą sobotniego spotkania. Po meczu wyraźnie utykając z boiska schodzili Korkosz, Samiec i jeszcze przynajmniej czterech innych zawodników z Osinieckiej.

Orzeł nie zmienił jednak stylu gry, co przynosiło mu dalsze efekty. W końcówce pierwszej odsłony gospodarze powinni podwyżsyć wyniki spotkania jednak zmarnowali dwie idealne sytuacje do zdobycia drugiej bramki. Najlepszej nie wykorzystał Remigiusz Kowerko, który w 41 minucie z najbliższej odległości trafił w spojenie słupka z poprzeczką bramki strzeżonej przez Wojciechowskiego.

W przerwie meczu trener Grabowski próbował mobilizować swoich zawodników do bardziej agresywnej gry. Wynik końcowy wciąż pozostawał otwarty. Niestety starania zarówno Grabowskiego, jak i wspierającego go dyrektora sportowego Marka Kowalczyka nie przyniosły efektu. To ewidentnie nie był dzień Piasta.

Druga połowa spotkania ponownie rozpoczęła się od dominacji gospodarzy. Orzeł grał szybko i zdecydowanie. Wrocławianie natomiast razili niedokładnością. Mnożyły się niecelne podania, po których miejscowi co rusz stwarzali sobie groźne sytuacje do podwyższenia wyniku. W 59 minucie po kolejnym błędzie w wyprowadzeniu akcji, piłkę przyjął przed polem karnym Kuriata i nie namyślając się długo huknął jak z armaty. Wojciechowski mógł tylko odprowadzić wzrokiem futbolówkę, która ku uciesze miejscowych kibiców zatrzepotała w siatce bramki Piasta.

Rozochoceni takim obrotem sprawy piłkarze Orła nie dali wytchnienia swoim wrocławskim rywalom. Kilka chwil po zdobyciu drugiej bramki, na tablicy świetlnej widniał już wynik 3:0. Kolejny błąd defensywy Piasta i kolejna bramka, zdobyta dzięki uprzejmości jednego z żernickich obrońców.

Na dwa kwadranse przed zakończeniem spotkania losy meczu zostały więc rozstrzygnięte. Trener Grabowski próbował na te wydarzenia reagować, przesuwając Adama Samca do środkowej linii pomocy. Uzyskał tym manewrem tyle, że Piast rzeczywiście ponownie odzyskał prowadzenie gry. Przy stanie 0:3 gospodarze nie kwapili się jednak do tego, aby dominować na całym boisku. Ostatni kwadrans to już wyraźna przewaga Piasta, który ambitnie dążył do zdobycia chociażby honorowej bramki. 

W 89 minucie meczu żółto-czarni dopięli swego. W polu karnym Orła sfaulowany został Piotr Tylka, a niezawodnym egzekutorem jedenastki po raz kolejny okazał się Mateusz Magusiak. Piłkarze Piasta dostali od sędziego jeszcze trzy minuty, jednak w tym czasie, mimo szansy Tylki wynikł nie uległ już zmianie. Po bardzo przeciętnym meczu Piast musiał uznać wyższość rywala przegrywając w Ząbkowicach Śląskich 1:3.

W najbliższą środę piłkarze z Osinieckiej będą mieli okazję zrehabilitować się. W 1/8 pucharu polski Piast zmierzy się z Mechanikiem Brzezina. Mecz z lokalnym rywalem będzie miał kilka dodatkowych smaczków i tym razem wynik będzie miał znaczenie zarówno dla jednej, jak i dla drugiej drużyny.

Niestety szeregi Piasta przetrzebiły kontuzje. Trener Grabowski ma o czym myśleć. W najbliższą sobotę Wrocławianie podejmą na Osinieckiej w meczu o sześć punktów Sokoła z Wielkiej Lipy i dysponując zawężoną kadrą szkoleniowiec Piasta będzie miał poważny dylemat na jakie rozwiązanie zdecydować się w środowym meczu pucharowym. Wszystkich kibiców zapraszamy najpierw w środę na godz. 16.30 do Brzeziny, a potem w sobotę na godz. 15.00 na Żerniki. 

autor Konrad Strzelecki