Piast wskakuje na pudło po wygranej w Bystrzycy

Do Bystrzycy Górnej kibice Piasta jechali nieco niepewni, czego można się spodziewać po nieznanym rywalu. Beniaminek, co prawda, przegrał cztery z pięciu pierwszych meczów, ale za każdym razem były to porażki minimalne. Dodatkowo martwił fakt, że w dniu dzisiejszym ze składu trenerowi Kowalczykowi wyleciało kilku zawodników. Z różnych przyczyn w meczu szóstej kolejki udziału wziąć nie mogli: Mikuś, Głęboki, Kowalczyk, Makar oraz Bąkowski.
W bramce szkoleniowiec Piasta postawił ponownie na Michała Sadysia. W obronie obok etatowych stoperów Łuczkiewicza i Nowickiego na lewej stronie wystąpił Miłosz Taranek.
W środku pomocy tradycyjnie wybiegli Wybraniec, Pikulicki oraz Teletyński, a na skrzydłach Szewczyk i Jhon Lee Do Carmo.
W ataku straszyć miały dwie Żernickie armaty Kotfas i Antonio.
Od samego początku przewagę osiągnęli Wrocławianie. Widać było wyraźnie, że gospodarzy uszczęśliwiłoby zakończenie meczu tuż po jego rozpoczęciu. Zespół z Żernik nie miał jednak zamiaru tym razem punktów rozdawać. Przez pierwszy kwadrans goście bili jeszcze głową w mur. W 16 minucie meczu Piast powinien jednak już wyjść na prowadzenie. Składna akcja całego zespołu zakończyła się podaniem Antonio do Kotfasa. Młody napastnik najpierw jednak trafił z najbliższej odległości w bramkarza, by po chwili uderzyć ponownie, tym razem obok słupka.
Przez kolejne dwadzieścia minut Piast oblegał pole karne Bystrzyczan jednak z przewagi żółto-czarnych niewiele wynikało. Gospodarze próbowali co jakiś czas wyprowadzać kontry, jednak długie piłki posyłane najczęściej w kierunku włoskiego napastnika Cerciello za każdym razem przejmowane były przez bardzo czujnych defensorów Piasta. Trzeba przyznać, że cała trójka stoperów rozegrała świetne zawody przez cały mecz nie pozwalając gospodarzom na zbyt wiele.
Tymczasem coraz lepiej grał z przodu Antonio. W 39 minucie meczu hiszpański internacjonał zainicjował szybką kontrę ośmieszając dwóch rywali i wyłożył piłkę w pole karne do wbiegającego Telatyńskiego. Młody wychowanego Czarnych Jelcz-Laskowice w pełnym biegu przyjął piłkę i sprytnie uderzył w długi róg bramki Bielaka. Bramkarzowi LKS nie pozostało nic innego, jak wyjąć futbolówkę z siatki.
Do przerwy Piast prowadził więc w Bystrzycy 1:0.
Druga połowa rozpoczęła się od dwóch ciosów nokautujących Wrocławian, które właściwie zabiły emocje w niedzielnym meczu. Najpierw po błędzie obrońców gospodarzy piłkę wyłuskał Michał Szewczyk i strzałem w długi róg podwyższył prowadzenie gości na 2:0. W 54 minucie zaś Antonio po wspaniałej akcji z Natanielem Wybrańcem dobił zrezygnowanego rywala.
W dalszej części meczu piłkarze Piasta stworzyli sobie jeszcze mnóstwo dogodnych sytuacji, jednak żadnej z nich nie wykorzystali. Jhon Lee i Antonio pokonywali nawet Bielaka jednak sędziowie widzieli w obu przypadkach pozycje spalone. Końcówka meczu to już wyczekiwanie na gwizdek końcowy. Piast rozbił LKS 3:0 nie tracąc przy tym zbyt wielu sił. Zespół z Bystrzycy grając tak słabo będzie miał ogromne problemy utrzymać się w lidze na kolejny sezon.
Piast natomiast po czwartym zwycięstwie w lidze awansował na podium. To aż niewiarygodne, ale gdyby nie fatalna, samobójcza bramka w końcówce spotkania z Moto Jelczem dziś ekipa Marka Kowalczyka przewodziłaby stawce czwartoligowców. Co się jednak odwlecze, to nie uciecze, mówią na Żernikach. Przed Piastem kolejne spotkania. Za tydzień Wrocławianie przed własną publicznością będą się starali pokonać Ząbkowickiego Orła. Biorąc pod uwagę z kim grają dwie pierwsze drużyny można pokusić się o stwierdzenie, że zwycięstwo z Orłem może dać bardzo ciekawy efekt. Najpierw jednak trzeba pokonać zespół z Ząbkowic Śląskich. Rywal bardzo niewygodny. Bilans dwóch lat potyczek pomiędzy Piastem a Orłem nie przemawia na korzyść Wrocławian. Jednak to zespół z Żernik będzie w sobotę faworytem.
Wszystkich kibiców zapraszamy 21 września na godz. 16.00 na stadion przy ul. Osinieckiej 9.
Hej Piast!!!