Ostatni sparing ze Śląskiem

W swoim ostatnim meczu kontrolnym zespół Piasta Żerniki przegrał z drugą drużyna Śląska Wrocław 0:2. Zespół Pawła Grabowskiego nie przestraszył się wyżej notowanego rywala i od pierwszych minut starał się walczyć z wiceliderem IV Sport Track Ligi jak równy z równym. Do przerwy optyczną przewagę posiadali podopieczni trenera Horwata jednak nie przekładało się to na sytuacje bramkowe. Mecz toczył się głównie w środku pola, a jako, że piłkarze z Żernik również nie stworzyli sobie żadnych szans na zdobycie bramki, wynik do przerwy pozostawał nierozstrzygnięty.
W zespole Piasta zabrakło Maćka Kowalczyka, który wreszcie mógł się pokazać na tle wymagającego rywala. Działacze z Osinieckiej liczyli, że zobaczą jak wygląda współpraca tego doświadczonego piłkarza z nowymi zawodnikami, szczególnie formacji ofensywnych. Niestety choroba przeszkodziła piłkarzowi w zaprezentowaniu swoich umiejętności. Brak Kowalczyka oraz Pikulickiego (który dopiero wraca do składu po kontuzji) miały duży wpływ na grę ofensywną Piasta. Brakowało bowiem zdecydowanie przytrzymania piłki w strefie środkowej i dokładnego rozegrania z napastnikami i skrzydłowymi. Znakomicie natomiast spisywała się zarówno formacja defensywna żółto-czarnych, jak i nieźle w bramce spisywał się Bartłomiej Guździoł. Wynik 0:0 do przerwy nie krzywdził specjalnie żadnej ze stron.
W drugiej połowie w obu zespołach nastąpiły zmiany. Trenerzy Piasta po raz kolejny zastosowali regułę 60 minut dla większości piłkarzy, a zmiany dokonywane były w trakcie całej drugiej połowy rotacyjnie. W drugich 45 minutach spotkania wydawało się, że Piast przejął kontrolę nad meczem. Coraz lepiej spisywali się w środku pola Myka z Mikusiem, którzy opanowali centralna część boiska. W tym czasie jednak Śląsk groźnie kontratakował. Dwukrotnie Guździoł musiał wykazać się najwyższym kunsztem, aby uchronić swój zespół przed stratą pierwszej bramki.
Bramkarz Piasta pomylił się tylko raz, kiedy to po nieporozumieniu z Adamem Samcem trafił futbolówką w kapitana swojego zespołu. Piłka tak niefortunnie odbiła się od doświadczonego stopera, że napastnikowi Śląska nie pozostało nic innego, jak wturlać futbolówkę do pustej bramki Piasta.
Piłkarze z Osinieckiej byli tak zaskoczeni utratą bramki w tych niecodziennych okolicznościach, że zanim się ocknęli, przegrywali już 2:0. Strata w środku pola pozwoliła napastnikom Śląska szybko rozegrać piłkę, a w sytuacji sam na sam Guździoł nie miał szans przy precyzyjnym strzale tuż obok słupka.
Piast próbował odpowiedzieć. Najlepszą sytuację zmarnował na kwadrans przed końcem spotkania Czerwiński. Młody napastnik zakręcił w polu karnym obrońcami Śląska jednak spudłował z najbliższej odległości.
Do końca spotkania nie wydarzyło się już nic godnego uwagi i w derbowym pojedynku pomiędzy ligowymi rywalami to Śląsk okazał się górą wygrywając zasłużenie 2:0. Zespół Piasta nie powinien się jednak wstydzić ostatniego sparingu. Wyniki Śląska w ostatnim miesiącu świadczą dobitnie o tym, że celem wicelidera Sport Track IV ligi będzie w zbliżającej się rundzie powrót do III ligi. Śląsk gra szybką i techniczną piłkę. Jeśli tylko młodzi piłkarze z Oporowskiej nabrali już niezbędnego doświadczenia powinni być głównymi faworytami do awansu.
Piast natomiast pokazał dobitnie, że z każdym meczem zespół dojrzewa i zgrywa się ze sobą coraz skuteczniej. Trenerom i działaczom Piasta udało się stworzyć bardzo ciekawy team, zbudowany głównie z młodych zawodników, wspieranych przez dwóch piłkarzy z ogromnym doświadczeniem. Jak tylko wszystkie transfery zostaną potwierdzone, na stronie Piasta ukaże się szczegółowy artykuł o nowych zawodnikach OLKS.
Liga rusza już za tydzień. Jak się wydaje, żaden z zespołów deklarujących walkę o utrzymanie się w lidze, nie zaspał. Większość ekip przeprowadziła w okienku zimowym bardzo ciekawe transfery. Które z nich okażą się trafne, zobaczymy już w najbliższy weekend. Piast jedzie na swój pierwszy mecz do Bielawy. Miejscowa Bielawianka zajmuje na półmetku ligi miejsce na podium. Faworytem spotkania z pewnością będą więc gospodarze, jednak Wrocławianie jadąc do Bielawy deklarują tylko jeden cel. Zwycięstwo!