Nysa pokonana po raz czwraty

Inauguracja rundy wiosennej na Żernikach wypadła całkiem okazale. Mimo niesprzyjającej aury na trybunach stadionu przy ul. Osinieckiej zgromadziła się spora ilość najwierniejszych kibiców żółto – czarnych. Zarówno jednak wśród nich, jak i wśród działaczy Piasta, próżno było szukać kogoś, kto zdecydowanie postawiłby na łatwą wygraną gospodarzy.
Forma zespołu Marka Kowalczyka mogła stanowić sporą zagadkę dla osób z bliższej, lub dalszej perspektywy przyglądających się przygotowaniom zespołu do sezonu. Jakkolwiek piłkarze bardzo sumiennie przygotowywali się do rundy wiosennej trenując nawet pięć razy w tygodniu, tak wyniki meczów kontrolnych napawały pewnymi obawami. Piast wygrał trzy sparingi z niżej notowanymi rywalami, raz zremisował i doznał trzech porażek. Gra zespołu Piasta nie wyglądała przy tym źle, jednak już same cyfry mogły niepokoić.
Trener Kowalczyk utrzymywał jednak pozytywny nastrój ciesząc się z indywidualnych postępów swoich zawodników. Szkoleniowiec Wrocławian przekonywał również o postępach taktycznych poszczególnych formacji.
I rzeczywiście. Jak się okazało 16 marca trener Piasta nie mylił się. Zespół z Osinieckiej wyraźnie przewyższał swojego pierwszego rywala zarówno pod względem taktycznym, jak i indywidualnym. Żółto-czarni zasłużenie pokonali Nysę Kłodzko 2:0, a dwubramkowa porażka to najniższy możliwy wymiar kary dla przyjezdnych.
Zacznijmy jednak od początku. Nysa Kłodzko pomimo, iż na papierze wydaje się być bardzo silnym zespołem, jak na warunki IV ligowe, nie ma szczęścia w konfrontacjach z zespołem Piasta Żerniki. W trzech dotychczasowych ligowych potyczkach Wrocławianie zanotowali komplet punktów. Dziewięć zdobytych oczek uwieńczonych zostało również świetnym bilansem bramkowym. Bartosz Guździoł dał się pokonać napastnikom Nysy zaledwie dwa razy, za to piłkarze Piasta dziurawili dotąd bramkę Kłodzczan aż trzynastokrotnie.
Cyfry wyraźnie więc opowiadały się po stronie Wrocławian, jednak, jak wiadomo, ligowa rzeczywistość rządzi się własnymi prawami. Tym bardziej, że goście sobotniego spotkania stali właściwie pod ścianą spoglądając na pozycję Piasta z perspektywy miejsca spadkowego. Dlatego też inauguracja na Żernikach słusznie nazwana została „meczem, o sześć punktów”.
Nie licząc kontuzjowanego Tomasza Swaczeńskiego oraz przeziębionego Oleha Polischuka trener Marek Kowalczyk miał do dyspozycji wszystkich swoich zawodników. Szkoleniowiec Wrocławian zdecydował się na ustawienie trzema obrońcami. Dostępu do bramki Guździoła bronić więc mieli Głęboki, Łuczkiewicz i Nowicki. Zespołem sterowali ze środka pola Mikuś, Pikulicki i Telatyński, a całość oskrzydlali Taranek z Szewczykiem. Ofensywny system gry wdrażany przez Kowalczyka od początku tego roku pozwala na wystawienie obok siebie dwóch napastników, a mając w pierwszej linii taki wybór jak Antonio, Kowalczyk, czy Czerwiński przewaga w tej części boiska może mieć dla Piasta charakter permanentny. Tym razem na boisko wybiegli doświadczony Maciej Kowalczyk i hiszpański snajper Antonio Autonell Moll. Urodzony na Majorce dwudziestoczterolatek chciał już w pierwszym meczu udowodnić, że bramki strzelane seriami podczas okresu przygotowawczego to tylko przedsmak tego, co pokazać może w lidze.
Jeśli ktoś miał wątpliwości co o dyspozycji podopiecznych Kowalczyka szybko zostały one rozwiane na boisku. Już pierwsze minuty spotkania pokazały, która drużyna będzie na murawie dominowała. Wspaniała organizacja gry w środku pola pozwoliła żółto-czarnym od pierwszej minuty przejąć inicjatywę. Współpraca Mikusia z Pikulickim mogła się podobać. Kiedy do tego wszystkiego zaczął mieszać się Telatyński zawodnicy Nysy nie bardzo wiedzieli co się dzieje. Trzeba przyznać, że cała trójka młodych pomocników rozegrał tego dnia wspaniałe zawody, a klasą sam dla siebie był Robert Pikulicki, który znów wyrasta na prawdziwego lidera zespołu.
Na pierwszego gola zmarzniętym kibicom przy Osinieckiej czekać przyszło do 10 minuty. Wtedy to po wspaniałej zespołowej akcji do piłki na lewej stronie boiska dopadł Miłosz Taranek i dokładnym podaniem obsłużył niepilnowanego Antonio Molla. Sympatycznemu Hiszpanowi nie pozostało nic innego, jak umieścić futbolówkę w pustej bramce Kłodzka. Warto zapamiętać ten moment. Zdobyta na początku meczu bramka jest pierwszym ligowym golem Antonio na polskich boiskach. Z pewnością jednak nie ostatnią, co zresztą znalazło potwierdzenie w drugiej połowie meczu z Nysą.
Po zdobytym golu gospodarze nie zwolnili tempa. Na bramkę Wencla sunęły kolejne ataki, jednak debiutujący w barwach Nysy golkiper znajdował się w bardzo dobrej dyspozycji. Jeśli nawet on nie mógł powstrzymać strzałów gospodarzy robiły to słupki i poprzeczka. Ten pierwszy obijany był przez Antonio i Nowickiego, ta druga przez Telatyńskiego, który w 28 minucie prześlicznym wolejem powinien podwyższyć prowadzenie Piasta.
W międzyczasie nieco śmielej zaatakowali goście. Formacja defensywna Piasta wspierana przez skrzydłowych nie popełniała jednak w tym spotkaniu błędów i Bartosz Guździoł ani razu nie został w pierwszej części meczu zmuszony do interwencji.
Kiedy arbiter główny z Legnicy zaprosił piłkarzy na przerwę do szatni kibice Piasta głośno zastanawiali się, czy ich podopieczni są w stanie utrzymać taką intensywność gry do końca spotkania. Ich obawy jednak okazały się płonne. Już na początku drugiej połowy Wrocławianie po wzorowej kontrze podwyższyli prowadzenie. Kowalczyk zagrał płaską piłkę do Antonio. Ten przepuścił ją pod nogami do wbiegającego w połowę rywali Telatyńskiego. Młody wychowanek Czarnych Jelcz-Laskowice podciągnął z futbolówka kilkanaście metrów i prostopadłym podaniem uruchomił ponownie hiszpańskiego strzelca. Antonio nie zwykł marnować takich okazji i strzałem w długi róg rozstrzygnął losy spotkania.
Tuż przed bramką Hiszpana jedyną groźną sytuację w meczu przeprowadziła Nysa. Bońskowski oddał chytry strzał zza szesnastego metra, Guździoł sparował piłkę wprost pod nogi Kamila Kowalskiego. Zawodnik z Kłodzka umieścił futbolówkę w bramce, jednak w momencie strzału Bońkowskiego znajdował się na pozycji spalonej i arbiter główny spotkania słusznie bramki nie uznał.
Być może Nysa próbowałaby pójść za ciosem. Jednak emocje zakończyły się w 58 minucie. Po kolejnej szybkiej akcji kombinacyjnej Antonio i Telatyńskiego, Kacper Fedorec sfaulował wychodzącego sam na sam pomocnika Piasta i sędzia nie miał innego wyjścia, jak usunąć defensora Nysy z boiska. W tym momencie stało się oczywistym, że trzy punkty pozostaną na Żernikach.
W obliczu problemów przeciwnika trener Marek Kowalczyk zdecydował się na zmiany, aby przed kolejnymi, trudnymi pojedynkami dać zasmakować ligowej murawy jak największej ilości zawodnikom. Najpierw na boisku pojawił się Mateusz Czerwiński, który zastąpił Maćka Kowalczyka. Doświadczony były król strzelców I ligi mógł czuć się zadowolony ze swojego występu. Jeszcze do niedawna kłopoty zdrowotne stawiały pod dużym znakiem zapytania dalszą grę tego piłkarza, jednak mecz z Nysą pokazał dobitnie, że na zmianę warty przyjdzie jeszcze czas. Kowalczyk bardzo dobrze utrzymywał się przy piłce, co pozwalało operować piłką długimi fragmentami na połowie rywala. Kilkukrotnie Kowalczyk zagroził również bramce Wencla, a kiedy indziej obsługiwał dokładnymi podaniami swoich kolegów.
W międzyczasie Piast stworzył sobie trzy stuprocentowe okazje do podwyższenia prowadzenia. Najpierw Szewczyk w sytuacji sam na sam trafił w bramkarza Nysy, w chwilę później Antonio dwukrotnie w podobnej sytuacji przestrzelił.
W 70 minucie trener Piasta dał odpocząć Hiszpanowi, a na boisku pojawił się Bartosz Bicz. Zaraz potem na placu boju zameldowali się kolejni piłkarze, Konrad Makar i Jakub Myka.
Piast przeważał do ostatnich minut meczu. W końcówce piłkarze z Osinieckiej stworzyli sobie jeszcze kilka sytuacji stuprocentowych. Najbliżej pokonania Wencla był Mateusz Czerwiński, który jednak nie zdołał pokonać bramkarza Nysy.
W samej końcówce spotkania mecz zaostrzył się. Piłkarze obu ekip nie szczędzili sobie złośliwości, a arbiter główny z Legnicy sięgał wielokrotnie po żółte kartoniki. Na kluczowe rozstrzygnięcia nie miało to jednak wpływu i po upływie 93 minut sędzia zagwizdał po raz ostatni.
Piast zasłużenie pokonał po raz czwarty Nysę Kłodzko i oddalił się nieco od strefy spadkowej. Trzeba przyznać iż inauguracyjne spotkanie wypadło nieźle, jeśli chodzi o postawę podopiecznych Marka Kowalczyka. Przed Wrocławianami jednak kolejne ciężkie mecze. Za tydzień żółto-czarni udadzą się do Nowej Rudy, gdzie zmierzą się z walczącym o utrzymanie imiennikiem. Piast Nowa Ruda niespodziewanie gładko rozprawił się w pierwszej kolejce w Trzebnicy z miejscową Polonią wygrywając aż 3:0.
W innych spotkaniach drużyn z dolnej strefy tabeli GKS Mirków – Długołęka po zaciekłym boju pokonał MKP Wołów 3:2, Unia Bardo uległa w Prusicach Orłowi 1:0, a Polonia Świdnica sprawiła łomot innemu z Orłów. Drużyna z Ząbkowic Śląskich przyjęła w Świdnicy czterobramkową kurację wstrząsową i w mieście Frankensteina robi się powoli nerwowo.
Podobnie cztery bramki zainkasowała w prezencie od lidera ostatnia ekipa tabeli Zjednoczeni Żarów, choć gospodarze w 50 minucie sensacyjnie prowadzili z Wrocławianami gotowi sprawić nie lada niespodziankę. Ostatecznie jednak faworyt do awansu obudził się, a cały mecz zakończył się wynikiem 4:1 dla przyjezdnych. Do Śląska dystansu nie traci wicelider. Górnik Wałbrzych wysoko rozprawił się z Sokołem Wielka Lipa wygrywając na własnym obiekcie aż 3:0. W meczu drużyn środka tabeli Sokół z Marcinkowic podzielił się punktami z Bielawianką Bialewa.