Kolejna przegrana Piasta

Niestety kryzys zespołu Kowalczyka trwa. Tym razem Piast przegrał na własnym boisku z Sokołem Marcinkowice i niestety trudno szukać pozytywów w grze wrocławskiego zespołu. Co prawda przez większą część meczu gospodarze przesiadywali na połowie rywala, jednak nie dało się oprzeć wrażeniu, że wspólna gra piłkarzy Piasta niejednemu z nich po prostu sprawia ból.
W pierwszej części meczu Piast stworzył sobie kilka sytuacji strzeleckich. Na początku spotkania dwukrotnie strzelał Kotfas jednak piłka po jego strzałach mijała poprzeczkę bramki Sokoła.
W 21 minucie pierwszą groźną akcję przeprowadzili goście i od razu zdobyli bramkę. Najpierw w dogodnej sytuacji Rokicki przegrał pojedynek z Sadysiem, ale chwilę później po dośrodkowaniu z rzutu rożnego Dutka głową umieścił piłkę w bramce Piasta.
Po zdobytym golu goście cofnęli się, a gospodarze rozpoczęli bicie głową w mur. Tyko raz przed przerwą ów mur skruszyć powinien Antonio, który z bliskiej odległości piekielnym wolejem próbował pokonać Janiczaka. Bramkarz Sokoła instynktownie zdołał jednak nogą sparować piłkę na rzut rożny. Niestety, stałe fragmenty gry w wykonaniu Piasta, w odróżnieniu od tych wykonywanych przez gości, nie robiły na rosłych obrońcach Sokoła absolutnie żadnego wrażenia. Znamienne było wykonanie kornera w 39 minucie po którym zawodnicy Piasta w dziecinny sposób oddali piłkę przeciwnikom narażając własnych obrońców w najmniej oczekiwanym momencie na siedemdziesiąt metrów beztlenowej przebieżki sprinterskiej.
Zadowoleni goście do końca pierwszej połowy kontrolowali wynik, a sędzia w końcu zagwizdał na przerwę.
Druga połowa spotkania rozpoczęła się ponownie od niby-ataków Piasta jednak żaden z nich przez dobre dziesięć minut nie zmusił do interwencji Janiczaka. Trybuny ożywiły się dopiero w 56 minucie, kiedy to hiszpański napastnik Antonio Autonell ponownie stanął oko w oko z bramkarzem Sokoła. Po chwili przegrywał z nim jednak 0:2.
Wyrównanie jednak nadeszło. W 59 minucie meczu piłkę na prawym skrzydle otrzymał Mikołaj Kotfas i mocnym strzałem w długi róg pokonał bramkarza Sokoła. Wydawało się, że bramka wreszcie doda Wrocławianom skrzydeł. Nic bardziej mylnego. To piłkarze Sokoła zaraz po wznowieniu gry rzucili się gospodarzom do gardeł. Agresja i zdecydowanie gości mogło imponować. W jednej chwili zepchnęli oni piłkarzy Piasta do głębokiej defensywy, a po kolejnym stałym fragmencie gry Wejerowski ponownie wyprowadził swój zespół na prowadzenie. 2:1 i dwa kwadranse do końca.
Po zdobytej bramce piłkarze trenera Krzykowskiego wykonali dokładnie ten sam manewr, co w pierwszej połowie. Cofnęli się na własną połowę oddając prowadzenie gry Wrocławianom. Ponownie zaczęły się męczarnie piłkarzy Piasta w zdobywaniu pola i walka o każdy metr boiska. I znów nadarzyła się stuprocentowa okazja ponownie niewykorzystana przez Antonio. Hiszpan po raz trzeci znalazł się, sobie tylko znanym sposobem, tuż przed bramkarzem Sokoła, tym razem jednak uderzył tak mocno, ja i niecelnie.
Z biegiem czasu obaj trenerzy wpuszczali na murawę nowych zawodników. Grą Piasta miał wstrząsnąć doświadczony Maciej Kowalczyk, który pojawił się na boisku w 69 minucie. Nie minęło dziesięć kolejnych minut, a na tablicy wyników właśnie za sprawą Kowalczyka pojawił się wynik 2:2. Były król strzelców pierwszej polskiej ligi wykorzystał niezdecydowanie obrońców i bramkarza przyjezdnych i sprytną podcinką doprowadził do kolejnego wyrównania.
To jednak był dzień, w którym wszyscy kibice mogli mieć wrażenie, że dopada ich zbiorowe deja vu. Tuż po kolejnym wznowieniu od środka Sokół ponownie rzucił się do przodu, jak wściekły, a Piast potulnie cofnął się pod własną bramkę.
Na efekty tego wielbłąda taktycznego nie trzeba było długo czekać. Zakotłowało się pod bramką Sadysia raz, zakotłowało drugi, a za trzecim razem były golkiper AKS Strzegom po raz kolejny musiał wyciągać piłkę z siatki.
Na taki obrót sprawy trener Kowalczyk nie był już przygotowany. Sędzia doliczył do regulaminowego czasu gry cztery minuty, a zrezygnowani gospodarze nie potrafili w tym czasie poważniej zagrozić bramce Janiczaka. Piast doznał więc trzeciej porażki na Osinieckiej w obecnym sezonie i nie napawa to optymizmem przed nadchodzącym wyjazdem do Świdnicy.
Najgorszy jest jednak styl gry Wrocławian. Wydaje się, że niektórzy piłkarze przeżywają obecnie spory kryzys. Łatwo jest jednak krytykować z boku. Prawdziwych mężczyzn, jak wiadomo, poznaje się po tym jak kończą. Przed zespołem Marka Kowalczyka jeszcze cztery spotkania przed zimą. Wszyscy kibice Piasta, działacze oraz sam trener chcą wierzyć, że zespół z Osinieckiej stać na wiele więcej, niż pokazuje w ostatnich tygodniach. Bez wątpienia stać na więcej wszystkich absolutnie piłkarzy, jednak sęk w tym, że udowodnić to muszą jako zespół, a nie jako indywidualności.