Bez wstydu! Opis meczu PIAST-BIELAWA

Inauguracja przegrana, ale wstydzić się nie ma czego!!!

 

Bielawianka Bielawa okazała się na inaugurację Sport-Track IV Ligi lepszym zespołem od Piasta. Siódma ekipa poprzedniej edycji, choć sama nie strzeliła gola, wywiozła z Osinieckiej trzy punkty, po niefortunnym, samobójczym trafieniu Grzegorza Nowickiego. Odmłodzony zespół Piasta pozostawił jednak po sobie dobre wrażenie, a bardzo liczna publiczność doceniła starania okrojonej kadry trenera Pawła Grabowskiego.

Wszyscy na Żernikach zdawali sobie sprawę, że po dwóch latach dominacji w niższych ligach, inauguracja sezonu w IV lidze będzie dla piłkarzy Piasta nie lada wyzwaniem. Kiedy jednak przed meczem okazało się, że siła ofensywna Wrocławian będzie znacznie osłabiona poprzez brak najlepszych strzelców z Osinieckiej - Tomka Kosztowniaka oraz Mateusza Magusiaka, kibice mogli mieć powody do niepokoju. Niestety, udziału w meczu z Bielawianką wziąć nie mogli również Bartek Bicz, Damian Głęboki oraz Patryk Murawski, a tylko na ławce rezerwowych zasiadł powracający po kontuzji Kuba Myka.

W tej sytuacji trener Paweł Grabowski zdecydował się desygnować do gry następujący skład: w bramce wystąpił Bartłomiej Guździoł, w obronie od lewej strony: Nowicki, Samiec, Grabowski i Ludwiczak, w linii pomocy: Szewczyk, Szluga, Mikuś, Pikulicki i Makar, a w ataku Tylka.

Zestawienie Piasta było dalekie od ideału, a brak doświadczonych zawodników spętał nieco nogi młodym zawodnikom Piasta w pierwszych fragmentach meczu. Bielawianka, wzmocniona, w stosunku do ubiegłego sezonu kilkoma doświadczonymi zawodnikami, od pierwszych minut przejęła kontrolę nad spotkaniem. Z posiadanej przewagi optycznej przyjezdnych nic jednak nie wynikało. Bardzo dobrze spisywała się defensywa żółto-czarnych kierowana przez kapitana zespołu, Adama Samca. Nader obiecująco zaczyna wyglądać współpraca tego piłkarza z młodziutkim Mateuszem Grabowskim.

Bielawianka, stworzyła sobie w pierwszej połowie w zasadzie jedną stuprocentową sytuację. Po niedokładnym wyprowadzeniu piłki przez zawodników z Żernik, Daniel Chęciński znalazł się w sytuacji sam na sam z Guździołem. Napierany jednak przez obrońców Piasta, doświadczony napastnik z Bielawy przestrzelił w dogodnej sytuacji. Gospodarze przeprowadzali natomiast w pierwszej części spotkania swoje akcje głównie prawą stroną. Szalał tam Michał Szewczyk, którego, co rusz, w bój posyłał prostopadłymi podaniami Robert Pikulicki. Młody skrzydłowy z Wilkszyna, wykorzystując swoją nieprzeciętną szybkość, czterokrotnie pognał na bramkę Łukasza Malca. Niestety, po każdej z jego szarży zabrakło dokładnego podania, szczególnie do bardzo aktywnego, tego dnia, Piotra Tylki.

Wychowanek Lechii Dzierżoniów był w pierwszej odsłonie inauguracyjnego meczu najjaśniejszą postacią ofensywy Piasta. Dostał trudne zadanie. Nie dość, że musiał zastąpić, aż dwóch najlepszych snajperów ze swojej drużyny, to jeszcze, co rusz, zmagał się w bezpardonowej walce z doświadczonym Brazylijczykiem Hernanim. W 42 minucie Tylka miał jednak szansę, aby zagrać na nosie zawodnikowi, mającemu za sobą ponad 200 występów w ekstraklasie. Po błędzie defensywy Bielawianki pomocnik Piasta pognał samotnie na bramkę Malca. Doświadczony golkiper przyjezdnych wybiegł z bramki, aby skrócić dystans. Tylka huknął bez namysłu w swoim stylu, jednak piłka minęła minimalnie lewy słupek bramki gości.

Nie minęły dwie kolejne minuty, a defensywa z Bielawy pogubiła się po raz kolejny. Piłkarze Grabowskiego na raty próbowali pokonać Malca, a najlepszą ku temu sytuację miał finalnie Bartek Szluga. Niestety pomocnik Piasta przegrał pojedynek z doświadczonym bramkarzem Bielawy.

Dwie stuprocentowe okazje wlały jednak trochę nadziei w serca kibiców przed drugą połowa spotkania. Na trybunach zapanowała wesoła atmosfera. Piast, mimo iż, ustępował nieco gościom pod względem gry w polu, to stworzył więcej dogodnych do zdobycia bramki sytuacji. A trzeba przyznać, że na trybunach przy ul. Osinieckiej zasiadło tego dnia wielu zasłużonych dla piłkarskiego świata działaczy, trenerów i piłkarzy. Wśród zaproszonych gości wystarczy wspomnieć prezesa DZPN Andrzeja Padewskiego, czy wielokrotnego reprezentanta Polski, związanego z Wrocławiem, byłego piłkarza i trenera Śląska Wrocław Ryszarda Tarasiewicza. Nie sposób jednak w tym miejscu nie wspomnieć o tym, że na trybunach obiektu przy ul.  Osinieckiej 9 zagościła tego dnia rekordowa ilość kibiców. Jako, że wstęp na mecze zespołu Grabowskiego jest nieodpłatny, a więc nie są wydawane bilety, mogące posłużyć do ewidencji ilości kibiców, to jednak piszący te słowa, nie pomyli się chyba za bardzo, jeśli stwierdzi, że wtorkową inaugurację na Żernikach, oglądało na żywo grubo ponad dwieście pięćdziesiąt osób. To daje organizatorom i działaczom Piasta dodatkową motywację do rozwoju futbolu na Żernikach.

Wracając jednak na boisko, trzeba przyznać, że pierwszy kwadrans drugiej połowy, to ponownie wyraźna dominacja Bielawianki. Ponownie jednak nie przekładało się to na sytuacje podbramkowe. Jakkolwiek w ataku Bielawy szalał Robson, a dzielnie asystował mu inny obcokrajowiec, Baumgarten, to jednak za każdym razem, akcje drużyny przeciwnej rozbijane były przed dwudziestym metrem bramki Guździoła. Kiedy jednak nawet piłkarzom z Bielawy udało się oddać strzał na bramkę Piasta, Guździoł pewnymi interwencjami wprowadzał spokój w szeregi swojej drużyny.

Niestety nadeszła feralna 63 minuta. W jednej z oskrzydlających akcji pomocnik Bielawy dośrodkował piłkę na ósmy metr przed bramka Guździoła, a powracający Nowicki mocnym, niefortunnym kopnięciem, zaskoczył swojego bramkarza.

Życie potrafi być przewrotne. Nie inaczej bywa z futbolem. Niespełna dwudziestoletni Grzegorz Nowicki, w swoim debiucie na boiskach IV ligi rozgrywał bardzo dobre spotkanie. Grając niekonwencjonalnie i bez jakichkolwiek kompleksów, stanowił silny punkt obrony Piasta. I to właśnie on, tak bardzo pechowym wybiciem piłki, rozstrzygnął losy spotkania.

Po zdobyciu bramki Bielawianka ponownie oddała inicjatywę gospodarzom. Piast natarł z furią, i stworzył sobie kilka dogodnych sytuacji do zdobycia bramki. Najlepsze mieli Szewczyk i Tylka, jednak po ich próbach piłka nieznacznie mijała światło bramki przyjezdnych.

Mecz zakończył się wygraną Bielawianki 1:0, chociaż kibice do ostatniej minuty przeżywali spore emocje. Młody zespół Grabowskiego walczył bowiem o bramkę wyrównującą do samego końca i należą się im za to wielkie brawa.

W przekroju całego spotkania, Bielawianka była zespołem dojrzalszym od Piasta. Mimo iż goście nie stworzyli dzisiaj na Żernikach zbyt wielu dogodnych sytuacji, to jednak wygrali dosyć pewnie i należą się im za to gratulacje.

Piast, znajdujący się wciąż w fazie budowy, dał jednak wyraźny sygnał, że nie ma zamiaru stawiać się w roli chłopców do bicia. Młodzi chłopcy, tacy jak Grabowski, Pikulicki, Nowicki, Mikuś, Głeboki, czy Baranowski, z każdym meczem będą nabierać niezbędnego doświadczenia. Ich talent wzmocniony powrotami takich zawodników, jak Magusiak, Kosztowniak, Murawski, Myka, czy Bicz, na pewno sprawią, że Piast stanie się ekipą, z którą liczyć się będą musieli wszyscy w Sport-Track IV lidze.

Piast Wrocław - Bielawianka Bielawa 0:1

0:1 Nowicki (sam) - 63 min.

widzów: 250

sędziowali: Michał Hnatkiewicz, Kamil Struski, Paweł Stawicki.

           

autor Konrad Strzelecki