3:0. Wynik lepszy niż gra

W X ligowej kolejce dolnośląskiej IV Ligi Piast Żerniki pokonał przed własną publicznością beniaminka GKS Mirków - Długołęka 3:0. Wynik jest jednak lepszy niż sama gra gospodarzy. Rezultat końcowy był bowiem do 75 minuty sprawą otwartą, a czarnoskóry napastnik GKS Robson Lovemore Manata nie zapomni zapewne sytuacji z 74 minuty do końca życia.
W sobotnim meczu trener Marek Kowalczyk nie mógł skorzystać z usług wielu swoich podstawowych piłkarzy. Urazy i inne okoliczności wykluczyły z gry Szewczyka, Tylkę, Autonella, Mykę oraz czterech kolejnych piłkarzy OLKS. Pomimo tego trener Piasta zdecydował się na ofensywne ustawienie zespołu z Czerwińskim na szpicy i wspierających go w środku pola Kowalczyku oraz Pikulickim, a na skrzydłach Telatyńskim i Swaczeńskim. Pozostawiony na szóstce Bicz miał zabezpieczyć środkową stronę boiska, a dostępu do bramki Guździoła bronić mieli Bąkowski, Łuczkiewicz, Nowicki i Taranek.
Początek meczu to nieznaczna przewaga gospodarzy. Na bramkę GKS strzelali Łuczkiewicz i Czerwiński jednak obie próby okazały się niecelne. Goście powoli jednak zaczęli się rozkręcać, a w 15 minucie stworzyli sobie doskonałą sytuację do objęcia prowadzenia. Golkiper Piasta był jednak czujny i nie dał się zaskoczyć.
Cała pierwsza połowa stała pod znakiem wyrównanej gry, a oba zespoły ambitnie dążyły do zdobycia pierwszej bramki. Sztuka ta udała się jednak tylko gospodarzom, którzy w 37 minucie za sprawą Mateusza Czerwińskiego otworzyli wynik spotkania. Trzeba przyznać, że akcja po której padła inauguracyjna bramka mogła zachwycić nawet najbardziej wybrednych kibiców. Piłka, jeszcze na własnej połowie rozgrywana była przez zawodników Piasta na jeden kontakt, a przechodząc przez nogi Kowalczyka, Pikulickiego, Telatyńskiego i Swaczyńskiego dotarła w końcu do młodego napastnika z osinieckiej, który strzałem z najbliższej odległości pokonał bramkarza GKS.
W końcówce pierwszej połowy podrażnieni straconą bramką goście ruszyli na żółto-czarnych i przed oczami kibiców z Osinieckiej stanął koszmar z ubiegłego tygodnia, kiedy to piłkarze MKP Wołów wyrównali w doliczonym już czasie gry. Na szczęście tym razem gospodarze zachowali więcej zimnej krwi niż przed tygodniem i na przerwę oba zespoły schodziły przy jednobramkowym prowadzeniu Piasta.
W przerwie meczu trener gości dokonał dwóch zmian przesuwając ciężar gry na połowę Piasta. Gospodarze cofnęli się do defensywy skupiając się na szybkich kontratakach. Trzeba przyznać, że oba zespoły miały swoje szanse do zdobycia bramki, jednak do 74 minuty wynik się nie zmieniał. Wtedy to nastąpiły trzy akcje, które rozstrzygnęły sobotnią konfrontację.
Najpierw po fatalnym błędzie Nowickiego ciemnoskóry napastnik GKS Robson znalazł się sam przed pustą bramką gospodarzy. Kiedy wydawało się, że po strzale Brazylijczyka piłka zmierza do bramki Piasta, ta odbiła się od słupka i wyszła w pole. Trudno wytłumaczyć sobie, jak zawodnik przyjezdnych nie wykorzystał tak klarownej okazji, faktem jednak stało się, że goście stanęli w osłupieniu z uniesionymi nad głowy rękami. Chwilę potem ponownie zakotłowało się pod bramką świetnie spisującego się tego dnia Guździoła. Tuż przed bramką Piasta wywrócił się jeden z napastników GKS jednak gwizdek sędziego milczał. Goście bardzo sugestywnie odnieśli się do interpretacji arbitra i od tego czasu zaczęła się bardzo agresywna, wręcz brutalna gra z ich strony. Nic więc dziwnego, że w ciągu kilku minut przyjezdni obejrzeli kilka żółtych kartek, a kulminacją zachowania zawodników GKS była czerwona kartka dla Pawła Wójcika, który po brutalnym faulu na Taranku dorzucił arbitrowi wiązankę epitetów i pożegnał się z murawą przedwcześnie.
Osłabiony zespół GKS nie był już w stanie rywalizować jak równy z równym z młodą ekipą Piasta, która wyraźnie poczuła krew i w samej końcówce rozbiła rywala. Najpierw, w 81 minucie piękną indywidualną akcję Kowalczyka wykończył wpuszczony w drugiej połowie na boisko Adam Napieralski, a w chwilę później role się obróciły i to wychowanek Huraganu Pobiedziska obsłużył dokładnym podaniem weterana polskich i ukraińskich boisk, który główką z najbliższej odległości zdobył swoją siódmą bramkę w sezonie.
W samej końcówce Piast powinien jeszcze podwyższyć wynik spotkania jednak ostatecznie mecz zakończył się zwycięstwem żółto-czarnych 3:0.
Po meczu w obozie gospodarzy nie zapanowała jednak euforia. Zarówno trener, jak i piłkarze zdają sobie sprawę, że przed nimi okres wytężonej pracy, aby powrócić do formy z sierpnia. Zwycięstwo nad GKS jednak bardzo cieszy, ponieważ w kontekście ostatnich porażek Piast zaczął niebezpiecznie przesuwać się w kierunku strefy spadkowej.
Za tydzień na wrocławskie Żerniki zawita ostatnia drużyna w tabeli - Zjednoczeni Żarów. Na Osinieckiej nikt nie lekceważy rywala, ale celem na to spotkanie może być tylko komplet punktów.
Wszystkich kibiców zapraszamy serdecznie już 20 października na godz. 14.00 na stadion przy ul. Osinieckiej 9. Bądźcie tam z nami!!!